RSS
poniedziałek, 05 października 2015

Dzielenie się wiedzą i doświadczeniem w grupach współpracowników, studentów, a nawet uczniów nie jest w Polsce powszechnym trendem. Dlaczego tak się dzieje? Wkroczyliśmy po okresie komunizmu w czas budowania społeczeństwa zapatrzonego we wzory zachodniego konsumpcjonizmu, zdominowanego myśleniem neoliberalnym. Być może dzięki tym, panującym od 26 lat trendom, zyskaliśmy stabilną gospodarkę, systematyczny wzrost wskaźników makroekonomicznych, a nawet spadek bezrobocia i wzrost płacy minimalnej, ale czy nie straciliśmy czegoś ważnego? Czy nie zgubiliśmy poczucia wspólnoty, tożsamości miejsca i wzajemnego zaufania? Czy zyskując nasze „mieć” nie utraciliśmy naszego „być”? Stawiam tezę, że polski przyspieszony rozwój ekonomiczny to także poniesione koszty społeczne, osłabienie empatii i altruizmu, nadmierna rywalizacja i ciągła pogoń za „więcej” - „Mam więc jestem, a więc im więcej mam, tym bardziej jestem”. Ze względu na konieczność sprostania takim standardom rodzi się ciągła rywalizacja, dostrzegana już u najmłodszych. W nieporadnej w swej wolności Polsce, wielu świadomym swojej roli obywatelom zaczyna już dokuczać ten trend skoncentrowany na posiadaniu dóbr i konsumpcji. Zwłaszcza, że tak funkcjonujące społeczeństwo automatycznie uczy wykluczania tych mało zaradnych, niesamodzielnych, mało drapieżnych w wyścigu po profity. Dodatkowo media i liderzy opinii często podkreślają, że ci wykluczeni są sami sobie winni i prezentują ich jako przestrogą dla tych ludzi „sukcesu”, którzy nie daj Boże ustaną w wyścigu. Rywalizacja rządzi - jak długo jeszcze? Wyższe standardy materialnego życia, ale jakim kosztem? Czy warto? Czy w takich warunkach jest jeszcze przestrzeń na dzielenie się wiedzą i doświadczeniem? Przecież know how organizacji to często najdroższy i unikatowy zasób. Mam go oddać innym „za darmo”?

Pochodzę z epoki, w której panowało poczucie grupowej odpowiedzialności, jeżeli czegoś mam więcej to zobowiązuje mnie to do większej odpowiedzialności, aby w jakiś pożyteczny i inspirujący dla innych sposób podzielić się. Takie pozytywistyczne myślenie wydaje się anachroniczne? A może warto do niego wrócić? W Fundacji Rozwoju Wolontariatu, którą reprezentuję dzielenie się i wymiana zasobami wiedzy i doświadczenia jest fundamentalnym hasłem strategicznym, podstawowym źródłem naszej kultury organizacyjnej.

Wolontariat pomaga gromadzić oraz dzielić wiedzę i doświadczenie

Dochodzimy do przekonania, że współcześnie proste myślenie „słabszym trzeba pomagać” nie działa, lub jest mało efektywne i zazwyczaj jedynie doraźne. Z pomocą przychodzi profesjonalnie zarządzany wolontariat, szczególnie wolontariat kompetencji. Każdy z nas pełni w życiu różne role, te role zmieniają się wraz z naszym wiekiem, okresem życia. Jesteśmy uczniami, często studentami, pracownikami, rodzicami, dziadkami, emerytami. A jednocześnie, równolegle i niezależnie od tych ról możemy być wolontariuszami, dzielić się tym co mamy najcenniejszego. Dla wielu to czas, troska ale i wiedza, kompetencje, nawet te najcenniejsze, najbardziej poszukiwane. Współczesna tzw. psychologia pozytywna, reprezentowana przez Martina Seligmana formułuje twierdzenie, że osoby, które mogą i potrafią się dzielić najcenniejszą częścią siebie uzyskują udział w czym co można nazwać – poczuciem szczęścia. Inny psycholog z obszaru amerykańskiego – gdzie jak wiadomo kultura wolontariackiego dzielenia się jest bardzo wysoka i opisywana przez wskaźniki ekonomiczne - David W. Johnson pisze „Być dla innych do być naprawdę”. Warto podkreślić, że nie chodzi tu o ilość poświęconego czasu i dóbr, także intelektualnych, przeznaczanych do podziału lecz o ich jakość i systematyczność działań. Często pół godziny w tygodniu kontaktu z najwybitniejszym fachowcem – wolontariuszem jest bardziej inspirujące i wspierające niż godziny przeznaczone na lekturą, samodzielne poszukiwania i studia.

Systematycznie działający wolontariusz także odnosi wyraźne korzyści, zmienia swoje postrzeganie rzeczywistości. Zaczyna zauważać osoby o mniej efektywnym sposobie funkcjonowania, o ograniczonym potencjalne zawodowym i społecznym. Świat już nie jest taki jak widać go z 19-tego piętra korporacyjnego drapacza chmur, czy z rozkładówki czasopisma dla młodych, zdrowych, pięknych i bogatych. Widzimy szerzej i głębiej. Zaczynamy rozumieć czym jest dobro wspólne, inspiracja rozwojowa, dzielenie się wiedzą i doświadczeniem, że nie tylko wyścig się liczy, że warto czasem zwolnić by dostrzec rzeczy małe a często ważne.

Wolontariat kompetencyjny „nie daje ryb”, które zostają szybko skonsumowane, „daje wędki”. Uczy jak rozwiązywać problemy samodzielnie, nie wyręcza. Tworzy sytuację swoistej transakcji - „My dajemy Ci naszą najcenniejszą wiedzę i umiejętności a Ty oddajesz nam zaciągnięty kredyt w postaci zmiany, której dokonujesz w swoim życiu, w swoim środowisku”.

Wolontariat odradza nasze wzajemne zaufanie

O wolontariacie trzeba myśleć w sposób pragmatyczny. Jak wolontariat może wpłynąć na zmianę naszego myślenia o wspólnocie, odpowiedzialności i wzajemnej solidarności? Jak wpływa na nasze samodzielne wychowywanie się i stawanie bardziej dojrzałymi ludźmi? Te pytania skłaniają do myślenia o wartościach w życiu zawodowym i społecznym, powodują, że te dwa obszary życia przenikają się. Liczy się już nie tylko zysk ekonomiczny ale także odradzanie się wzajemnego zaufania, porozumienie międzypokoleniowe wspierane przez rozwijający się w Polsce intermentoring. Zaczyna być oczywiste, że starsi uczą się od młodszych i na odwrót. Zmieniająca się ponowoczesna rzeczywistość ustawia nas w elastycznie dostosowujących się rolach.

Proces wzajemnego dzielenia się jest uwarunkowany przez poziom wzajemnego zaufania. Ktoś komu nie ufamy nie jest w stanie obdarować nas częścią swojej wiedzy i umiejętności, a my nie będziemy gotowi i chętnie do ich odebrania. Zaufanie jest pochodną realizowanych w praktyce i stosowanych na co dzień umiejętności. Autentyzm to specyficzna gotować do poznawania siebie i innych, nie ukrywam, nie stosuję „barw ochronnych”, podejmuję ryzyko prezentowania siebie takim jakim jestem. Akceptacja to gotowość do przyjmowania innych takimi jakimi są, bez stawiania warunków wstępnych, unikanie życzeniowego podejścia do osób. Czym innym jest akceptacja osoby, a czym innym uprawniony brak akceptacji dla pewnych postaw i zachowań. Empatia to pewna ważna skłonność do wczuwania się w sytuację innych osób, to zdolność do przełączania się na perspektywę innych, dostrzegania zjawisk takimi jakimi widzą je inni. Te trzy podstawowe umiejętności pomagają budować więzi. To one stwarzają warunki dla rodzenia się poczucia wzajemnego zaufania. Ufać to znaczy nie bać się dokonywania transakcji wymiany, proszenia o przekazanie i obdarowywanie drugiej osoby częścią swoich osobistych zasobów. Życie to weryfikuje i sprawdza się stara myśl, ze dzieląc się otrzymujemy w dwójnasób. Dobra wskazówka – „relacje przed zadaniem” tylko tak można dawać i otrzymywać zaufanie.

Wolontariat poligonem kapitału społecznego

Zaufanie jest papierkiem lakmusowym kapitału społecznego. Kapitał ten gromadzi się w naszej przestrzeni społecznej tylko wtedy gdy go „używamy”. Tylko dzielenie się dobrami, także intelektualnymi, wpływa na wzrost tego kapitału. Każda forma wolontariatu, a szczególnie wtedy gdy transakcją stają się umiejętności, zwłaszcza specjalistyczne udzielane pro bono, to okazja do trenowania zaufania i odradzania się altruizmu. To w dużej mierze okazja do nabywania odporności na agresję i mowę nienawiści w przestrzeni społecznej i politycznej. Najlepszy specyfik, który przy okazji leczy obojętność i skrajny indywidualizm.

* Tekst przygotowany na III Konferencję Koalicji Prezesi-wolontariusze "Wolontariat kompetencji - jak dzielić się wiedzą i doświadczeniem ?" www.dobrybiznes.info

Zdzisław Hofman

Fundacja Rozwoju Wolontariatu

 

 

14:06, zdzislawhofman
Link Dodaj komentarz »
środa, 23 września 2015

 

Mało wspólnie śpiewamy, nasza polska wrażliwość na muzykę zniknęła, zastąpiło ją zamiłowanie do słuchania mało ambitnych utworów muzyki rozrywkowej. Polacy boją się śpiewać.

Pisałem już o wielu wymiarach edukacji artystycznej, o jej formacyjnym charakterze o wszechstronnym znaczeniu i wielopoziomowej stymulacji, powodowanej przez używanie tworzywa muzycznego. O podejściu „michałkowym” też pisałem (przedmioty artystyczne w szkole publicznej to treści o niskimi poziomie rażenia).   Pisałem też o roli tańca w edukacji, jak wpływa na harmonijny rozwój uczniów. Dziś parę słów na temat śpiewu.

Śpiew to naturalny sposób komunikacji, bardzo skuteczny trening życia wspólnotowego. Co ciekawe 98% noworodków przychodzi na świat z predyspozycjami muzycznymi. Młode mamy nie kwestionują użyteczności kołysanek oraz ich roli w budowaniu więzi z maluszkiem. Przedszkola są też zwykle rozśpiewane, roztańczone. A co się dzieje później ze śpiewem w szkole? Nie chcemy, nie umiemy, program nie wymaga? Gubimy jedną z najbardziej więziotwórczych umiejętności człowieka. Paskudne zaniechanie.

Gdy spotykam się z grupami osób np. z Ukrainy i w wolnym czasie rozmawiamy, spędzamy razem wieczór, nikogo nie trzeba zmuszać, namawiać do śpiewu. Jest on naturalną częścią wieczoru, skutecznym sposobem na bycie razem – bardzo przyjemnym środkiem ekspresji emocji i nastrojów. Wszyscy to potrafią. My Polacy też wszyscy potrafimy śpiewać (z małymi wyjątkami osób z uszkodzeniami aparatu głosowego). Umiemy śpiewać ale czujemy do tej czynności lęk, boimy się, że wyjdzie nieczysto. A przecież jak się nie śpiewa to każda próba pogłębia fałszowanie. Nigdy nie nauczymy się jeśli nie próbujemy, zanim zaczniemy już rezygnujemy.

Moje wspomnienie ze szkolnych wycieczek. Wsiadamy do autokaru, odjeżdżamy, pomachaliśmy rodzicom a nasza wychowawczyni intonuje „Gdzie strumyk płynie z wolna”. Potem bardziej ambitny repertuar - patriotyczny. Znała prostą prawdę o nas: dopóki śpiewają, nie rozrabiają a humory dopisują.

Dlaczego wspólny śpiew został wykluczony ze szkół przez wkuwanie życiorysów kompozytorów, czy rysowanie kluczy wiolinowych i nut, albo o zgrozo ćwiczenia na bardzo trudnym instrumencie jakim jest flet prosty? Notabene flety proste pochodzące z różnych źródeł zwykle nie stroją, tworzą w klasie kakofonię dźwięków, które bardziej drażnią niż zachęcają do muzykowania.

Katastrofą dla dzieci jest śpiew solowy, przy kolegach i koleżankach. To częsta tortura, element dręczenia uczniów, skutecznie zniechęcający do śpiewu. Jako dorośli, po takim traumatycznym doświadczeniu później informujemy krótko: „mnie słoń na ucho nadepnął”. To nie słoń nadepnął, to zasługa nauczyciela specjalisty od zniechęcania, który kompletnie nie czuł pasji do śpiewu, nie znał jego znaczenia rozwojowego i wspólnotowego.

Śpiew zespołowy ma wiele zalet i przy odpowiednich kompetencjach nauczyciela łatwo go ćwiczyć i rozwijać. Pozwala w atrakcyjny, pogłębiony sposób trenować oprócz typowo muzycznych predyspozycji także najcenniejsze kompetencje społeczne. Współpraca w grupie i uważność, zdolność do dostrajania się, słuchania drugiej osoby, wyważona proporcja pomiędzy potrzebami osobistego „Ja” na rzecz wspólnotowego „My”. Wszak efekt naszego chóralnego śpiewu zależy od współpracy, popartej wzajemną wrażliwością.

Śpiew to okazja do przeżywania i ujawniania emocji, kluczowej w życiu umiejętności. Inteligencja emocjonalna wymaga ciągłych ćwiczeń a jednak bagatelizowana jest w szkole, wręcz niewygodna. Zajęcia chóralne dają taką okazję, mogą pomóc w ekspresji emocji, dodatkowo skłaniają do uczenia się współodpowiedzialności i wytrwałości.

Śpiewanie podnosi poziom endorfin i dopaminy, powoduje odczuwanie przyjemności z bycia razem, we wspólnym zespole. To w efekcie rodzi nasze wzajemne sympatie i inspiruje do zawierania trwałych przyjaźni.

Nie można pominąć też tego, że śpiew masuje i rozwija te partie mięśni, które trudniej poddają się ćwiczeniom gimnastycznym, stymuluje układ oddechowy i dotlenia mózg, wspomaga proces rozwoju mowy, wpływa na prawidłową, zdrową postawę ciała. Nie bez przyczyny mówi się, że „tam gdzie śpiewają tam mają dobre serca”, jest mniej złości, ludzie są uśmiechnięci, a także intelektualnie sprawniejsi.

Pozwolę sobie na takie stwierdzenie, nasza Polaków niechęć do śpiewu idzie w parze z niskim kapitałem społecznym. Rozśpiewajmy się, a poprawimy nasz deficytowy poziom wzajemnego zaufania, szczególnie w szkole. Bo to szkoła powinna powrócić do wspólnego śpiewania – warto by rozbrzmiewały w niej czyste głosy śpiewających uczniów i uczennic. Anachronizm?

 

Zdzisław Hofman

Fundacja Rozwoju Wolontariatu

20:58, zdzislawhofman
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 17 września 2015

Różnice międzypokoleniowe, które nie dostrzegalne są na pierwszy rzut oka dotykają nas wtedy gdy gra zaczyna się toczyć o sprawy ważne i najważniejsze. Szczególnie gdy zaczynamy wspólnie pracować, zarządzać zespołem czy realizować wspólne projekty.

Osoby urodzone po roku 1980 nazywane są pokoleniem Y – milenialsami. Zaciekawiają, wzbudzają często silne napięcia. Na pewno uczestniczą w starym jak świat zjawisku jakim jest konflikt pokoleń.

W krajach, których obywatele żyją w ekonomicznym i politycznym bezpieczeństwie konflikt ten zarysowuje się silniej i trwa dłużej. Konflikt pomiędzy milenialsami a osobami z pokoleń starszych dotyka diametralnych różnic wartości, poglądów, łatwości posługiwania się najnowszymi technologiami. Różnice, które nie dostrzegalne są na pierwszy rzut oka dotykają nas wtedy gdy gra zaczyna się toczyć o sprawy ważne i najważniejsze. Szczególnie gdy zaczynamy wspólnie pracować, zarządzać zespołem czy realizować wspólne projekty.

Co mnie uderza i razi w relacjach z grupą najmłodszych współpracowników? Co przeszkadza? Egzaltacja – mocna koncentracja na sobie. Filtrowanie rzeczywistości przez osobiste „ja”. Można zaryzykować twierdzenie, że młodzi ludzie stale borykają się z poszukiwaniem syntezy pomiędzy własnym „ja realnym” a „ja idealnym”. Stąd pewnie głęboka potrzeba kreowania siebie na osobę wyjątkową, absolutnie wyróżniającą się z tłumu, kogoś kto zachwyca się swoją niepowtarzalnością i odrębnością. Pewnie to zjawisko jest nie u wszystkich nasilone i uświadamiane w pełni. Indywidualizm wzmocniony przez egzaltację, z przymrużeniem oka nazywaną przeze mnie – zakochaniem się w sobie ze wzajemnością, utrudnia budowanie mocnych relacji. Kontakty z ludźmi stają się powierzchowne – czasem mało w tym wzajemności i gotowości do pomocy. Więcej areny, miejsca do autoprezentacji i budowania wizerunku.

To co obserwuję w kontaktach z milenialsami nie jest dla mnie barierą a raczej szansą i wyzwaniem. Wymaga ode mnie nowych umiejętności, elastyczności w działaniu popartej uważnością i dbaniem o wzajemne relacje. Najcenniejsza w tym staje się przyjaźń, która plasuje się w badaniach jako jedna z najwyższych wartości dla osób urodzonych po 1980 roku. Staje się jednak trudna do osiągnięcia w pracy, pomiędzy przedstawicielami młodszego i starszego pokolenia. A może warto w nią inwestować i poprzez relacje i zacieśnianie więzi tworzyć płaszczyznę komunikacji i współpracy?

Milenialsi reprezentują sobą ogromny potencjał społeczny i ekonomiczny, są innowacyjni, kreatywni i gotowi na zmiany. Stają się decydującym rynkiem konsumentów i wielkim rynkiem pracy, dlatego musimy poznać ich bliżej, zrozumieć, i polubić. Nauczyć się z nimi skutecznie komunikować. A bazą do tej zmiany jest rozumienie i akceptowanie różnic. Pokoleniowo jesteśmy inni, mamy inne priorytety i żaden okopujący się na swoim stanowisku szef z ogromnym, sięgającym PRL-owskich czasów doświadczeniem tego nie zmieni. Szefowie oczekujący respektu i uznania autorytetu z racji na pozycję i wiek poniosą porażkę, będą skazani na własne narzekanie i nazywanie milenialsów roszczeniowymi próżniakami.

Trzeba zrozumieć świat młodego pokolenia, czasem wejść w buty tych 20-30 latków i spojrzeć na rzeczywistość ich oczami, zapominając, że to co wymyśliło i realizuje pokolenie 40-latków jest „najlepsze”. Gdyż już nie jest.

Zarządzanie zespołami w których działają najmłodsi wymaga zupełnie innych kompetencji niż dotychczas stosowane w polskich organizacjach. Wykorzystywanie konfliktów, nadmierna rywalizacja i podkreślanie różnic jest nieakceptowalne przez milenialsów, w takim systemie młodzi nie chcą pracować nawet za cenę wysokich zarobków. Przyszłość to zarządzanie z wyraźnym nastawieniem na relacje, zespołowość i współpracę. Praca musi dla milenialsów pozostawiać przestrzeń na atrakcyjne spędzanie wolnego czasu, podróże, często sport, a szczególnie życie rodzinne i przyjacielskie. Jeżeli tego nie uszanujemy stracimy potencjał tego pokolenia. Wielu młodych opuszcza kraj już nie tylko z powodu trudności w znalezieniu pracy, ale także ze względu na uprzedmiotowienie relacji: brak wzajemnego szacunku, niedocenianie, nadmierną presję.

Nie ukrywam, że często znacznie lepiej niż ze swoimi rówieśnikami czuję się w towarzystwie osób z pokolenia Y. Nierzadko lepiej mi się też z nimi współpracuje. Jest to jednak temat na inną opowieść.


Zdzisław Hofman

Fundacja Rozwoju Wolontariatu

 

10:27, zdzislawhofman
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 30 sierpnia 2015

Mistrzyni pedagogicznej uważności – Elżbieta Sołtys uczyła nas swoich uczniów, że ludzie ufają tym, którzy mają w sobie „siłę i ciepło”. Przed pierwszym września warto zadać sobie pytanie czy moja nauczycielska „siła i ciepło” nie wymaga zmiany, wzbogacenia narzędzi czy redukcji tych mało efektywnych. Praca z klasą, tworzenie warunków rozwojowych dla uczniów to zawsze wyzwanie, osobisty projekt nauczyciela. Nie tylko chodzi o proces przygotowania do egzaminów zewnętrznych. Szkoła, gdzie w centrum znajduje się uczeń, jego potrzeby, ograniczenia i potencjały wymaga nauczycielskiej, pedagogicznej profesjonalizacji. Recepty tak jak leki czasem działają, czasem nie. Warto pamiętać, narzędzia są różne i jest ich wiele, wybór należy do nauczyciela. Będąc „od prawie zawsze” pedagogiem dzielę się doświadczeniem i wiedzą, zapraszam do refleksji. Droga młodsza Koleżanko, młodszy Kolego jeżeli szukasz zmian w swoim pedagogicznym warsztacie – zachęcam.

  • Stwórz nieformalną atmosferę podczas zajęć, żartuj, nauka może być przyjemnością. Unikaj rutynowych procedur, zawsze tak samo w tej samej kolejności, tymi samymi metodami, spróbuj zaskoczyć sposobem działania, oryginalnością, metodą. Lubimy być wszyscy pozytywnie zaskakiwani. Przyjemna, dowcipna atmosfera wzmacnia percepcję, skupia uwagę.
  • Szanuj odmienne zdania „młodych”, zachęcaj do krytycznego myślenia. Zawsze możesz się nie zgadzać z cudzymi poglądami, ale nie wolno Ci osoby prezentującej te poglądy odrzucać, deprecjonować. Szacunek dla odmienności uczy akceptacji dla innych ludzi. Wszak uczymy młodzież nie tym, czym są nasze deklaracje, ale tym, jacy jesteśmy w rzeczywistości a zwłaszcza w rzeczywistości z trudnościami. Wzajemny szacunek pojawia się tam gdzie realizujemy umiejętności wzajemnego słuchania.
  • Badaj potrzeby „młodych”, reaguj na nie. Młody człowiek, które nie może realizować własnych podstawowych potrzeb funkcjonuje źle. Zaburza swoje i innych relacje. Działa poniżej swoich potencjalnych możliwości – nie wykorzystuje swoich zdolności. A w efekcie może pojawić się frustracja, przeradzająca się np. w agresję. Respektując potrzeby uczymy szacunku dla siebie i innych.
  • Dostosuj metody pracy do rozpoznanych wcześniej sposobów percepcji i stylów uczenia się. Doniesienia o nowych odkryciach w zakresie inteligencji przeczą temu, że istnieje jeden sposób skutecznej percepcji i jeden styl uczenia. Pod tym względem bardzo się różnimy. Czy ma sens np. zmuszanie typowego słuchowca do perfekcyjnego prowadzenia zeszytu, czy w ogóle jest mu ten zeszyt potrzebny, jeżeli jego głównym kanałem zdobywania informacji jest ucho? Jaki ma sens zmuszanie osoby silnie kinestetycznej do tzw. grzecznego (patrz bez ruchu) siedzenia w pierwszej ławce przez 45 minut zajęć?. Trzeba znać możliwości percepcyjne, uzdolnienia i sposoby przetwarzania informacji przez uczniów, pomożemy im zdobywać najważniejszą umiejętność – „jak uczyć się uczyć”.
  • Obniżaj poziom napięcia i lęku. Nadmierny stres obniża potencjalne możliwości osiągania efektów własnej pracy. Odczucie stresu jest czymś bardzo indywidualnym. Niewielki stres może być czynnikiem mobilizującym, nadmierny hamuje, obezwładnia, zaburza psychofizyczne funkcje organizmu. Twój stres, zdenerwowanie może być „zaraźliwy” – może się udzielać. Nadmierny stres jest wrogiem edukacji.
  • Próbuj zaciekawiać „młodych” tym, co mają robić. Na różne sposoby można wyzwolić element zaciekawienia, chociażby wychodząc od faktów, zdarzeń mających bezpośredni związek z sytuacją naszych uczniów. Treści osobiście ważne przyswajane są wielokrotnie szybciej. Dla wielu element emocjonalnego zaangażowania stymuluje poziom motywacji.
  • Oczekuj od „młodych” tego, co w nich najlepsze, mów im o tym. Każdy z nas ma jakieś zalety, jest w czymś dobry. Warto to podkreślać, a także oczekiwać. Na pozytywach, zbudowano więcej sukcesów niż na wytykaniu braków. Młody człowiek jest zwykle bardzo chwiejny w zakresie własnej samooceny, warto zatem wspierać go podnosząc jego obraz w jego własnych oczach.
  • Przypominaj, że niepowodzenia i błędy to normalny etap w doskonaleniu. Kto nie popełnia błędów?, tylko ten kto nic nie robi. Niepowodzenie mija, sukcesy zostają. Niepowodzenie może być przypadkiem.
  • Ucz wyciągani konstruktywnych wniosków z porażek. Każde niepowodzenie można uznać za drogowskaz do dalszej pracy. Błędy uczą, ale tylko wtedy, gdy umiemy nabrać do nich dystansu i refleksji, szukając przyczyn i przewidując skutki. Warto uczyć dystansu do własnych błędów, będą cenniejsze. Możemy wtedy skutecznie ich unikać.
  • Uświadamiaj na każdych zajęciach korzyści możliwe do osiągnięcia, warto szukać indywidualnych korzyści. Lubimy mieć osobiste korzyści, szczególnie w sensie rozwojowym, z naszego działania. Jesteśmy wtedy bardziej umotywowani.
  • Zachęcaj do odnoszenia sukcesów. Porażka często obezwładnia a sukces uskrzydla, dodaje energii do działania. Sukces można odnieść w każdej dziedzinie. Są osoby, które często nie odnoszą sukcesów ze względu na rywalizację. Nadmierna rywalizacja burzy poczucie bezpieczeństwa, niszczy drogę do sukcesu, a szczególnie może wpływać na jakość naszych więzi z innymi ludźmi.
  • Nagradzaj współpracę. Żyjemy w grupach, efekt pracy osób znających się i lubiących przebywać w swoim towarzystwie jest zawsze większy od efektu porównywalnej pracy indywidualnej. Umiejętność współpracy, koncentracji na zadaniu, w dużym stopniu warunkuje życiowy sukces. Współdziałanie uwalnia tzw. potencjał grupy, który wśród współpracujących ze sobą osób jest zwykle większy niż suma porównywalnych potencjałów osób pracujących niezależnie.
  • Dostrzegaj także drobne osiągnięcia – adekwatnie do osiągnięcia. Uzyskujesz efekt wzmocnienia, budzisz chęć do działania, podejmowania większego ryzyka.
  • Jako lider, animator grupy umiej przyznać się do błędu, możesz być omylny. Budzisz szacunek do siebie i tych, którym też czasem się nie udaje. Stajesz się bardziej autentyczny, co wpływa na budowanie twego autorytetu „bez barier”.
  • Bądź optymistą w tym, co robisz. Optymizm bywa zaraźliwy, a entuzjazm szczególnie. Entuzjaści są autentyczni, budzą podziw, szacunek. Czasami uznajemy ich za dziwaków. Ale sympatyczny dziwak, burzący stereotypy często wyznacza nowe cele. Potem inni idą za nim traktując to zupełnie naturalnie.
  • Kontroluj własny poziom stresu. Dbaj o siebie, jesteś potrzebny zdrowy i spokojny. Osoby wiecznie napięte są przez młodych ludzi rozpoznawalne, młodzież unika kontaktów z osobami wiecznie zdenerwowanymi, nie może przewidzieć ich reakcji.
  • Nie jesteś kumplem swoich uczniów, granice są niezbędne. Nie przestawaj wymagać – przyjaźnie wymagać, zgodnie z możliwościami uczniów. Uczysz ludzi a nie tylko realizujesz podstawę programową. Inspirujesz do rozwoju a nie tylko zarządzasz dystrybucją treści.

Mamy niewielki wpływ na postawy i zachowania innych osób, ale posiadamy ogromny wpływ na własne postawy, zachowania i reakcje. A przez to jesteśmy bardziej czytelni dla innych, możemy stawać się wzorcem a często i autorytetem.

  

Zdzisław Hofman – Fundacja Rozwoju Wolontariatu

 

 

poniedziałek, 24 sierpnia 2015

Relacje oparte na akceptacji, wzajemnym szacunku i skutecznej komunikacji wspierają autorytet pedagogiczny. Jest on wypadkową pozytywnego nastawienia i wszechstronnych kompetencji społecznych nauczyciela. Wymaga stałego wysiłku i dbałości ze strony pedagoga. Prawie nie istnieje już autorytet formalny, nie wystarczy pełnić funkcję nauczyciela, trzeba jeszcze umieć codziennie rozbudzać swoją zawodową pasję i zaangażowanie.

Mój pierwszy kierunek studiów uniwersyteckich to biologia. Zostałem przyjęty w latach 70-tych na studia bez egzaminu jako olimpijczyk, w czasach gdy biologia była oblegana – 10-ciu kandydatów na jedno miejsce. Skąd wzięły się moje zainteresowania właśnie biologią? Wszystko przez nauczycielkę. W czwartej klasie przyszła do nas na pierwszą lekcję Pani od przyrody, urzekła całą klasę swoją wielka pasją, była promiennie uśmiechnięta i całą swoją osobą pokazywała nam, że niczego bardziej nie lubi tak bardzo, jak prowadzić z nami lekcje. Była wielką miłośniczką wszystkiego co żywe, umiała nas zafascynować niebywałymi i nieznanymi formami życia. To wystarczyło, nie trzeba już było żadnych zabiegów motywacyjnych. Jeżeli lubisz to co robisz i lubisz tych, z którymi pracujesz, to nie potrzebujesz innego uzasadnienia na rzecz ważności przekazywanych treści. Intuicja podpowiada jak zaciekawić, jak dotrzeć, jak stworzyć klimat, w którym rodzi się ciekawość.

Wielu wybitnych profesorów uniwersyteckich potrafi prowadzić zajęcia z małymi dziećmi wyjaśniając im zawiłości fizyki czy astronomii w taki sposób, że słuchają one z wielkim zaciekawieniem, chłonąc każde zdanie. Warto przytoczyć historię zasłyszaną po wyjściu ośmiolatków z pokazów z fizyki, przygotowanych i realizowanych przez wolontariuszy naszej Fundacji w ramach programu Młody Nobel. Zapytana mała dziewczynka jak się podobało odpowiada z wypiekami na twarzy: Już nie chcę być fryzjerką, teraz będę fizyczką i będę pracowała na Uniwersytecie. Czyż może być większy komplement dla popularyzatora wiedzy.  

Ktoś może powiedzieć, że łatwo budować autorytet pedagogiczny w relacji z małymi dziećmi, trudno buduje się autorytet wśród młodzieży gimnazjalnej, która jest przecież taka trudna, pozbawiona szacunku dla dorosłych, negująca wartości. Z trzydziestoletniego doświadczenia pracy z młodzieżą odpowiem, że wcale nie jest trudno, może trzeba go budować inaczej, może z większą uwagą. Ta nawet najtrudniejsza młodzież też jest wdzięcznym partnerem do pracy trzeba tylko umieć dostroić się, posłużyć się własną wrażliwością, autentyzmem. Być tak blisko jak to jest tylko możliwe i konsekwentnie przyjaźnie wymagać. Trudniej jest wzbudzić w nich zaufanie, ale jeżeli zaufają to bardzo procentuje i pomaga w dalszych relacjach. Trzeba zawsze pamiętać, że okres buntu, który nam dorosłym często tak bardzo przeszkadza, jest naturalnym zjawiskiem. Bez niego rozwój młodego człowieka jest niepełny. Mimo, ze przejawy buntu mogą irytować, to któż z nas obecnie dorosłych nie buntował się przeciwko światu naszych rodziców i nauczycieli? Jak pisze Margaret Mead w książce „Kultura i tożsamość” cytując Maxa Lernera: „Każdy dorastający człowiek przechodzi dwa zasadnicze okresy rozwoju: w pierwszym identyfikuje się z pewnym wzorcem – ojcem, starszym bratem, nauczycielem – w drugim odrzuca ten wzorzec i gwałtownie go zwalcza, by wzmocnić swą własną tożsamość”. Dowcipnie ilustruje to Mark Twain pisząc: „Gdy miałem 16 lat mój ojciec nagle zgłupiał, gdy miałem 25 lat, nadspodziewanie szybko zmądrzał”. Wiedza o zjawisku akceleracji i praktyczna umiejętność jej wykorzystania chroni nas często przed popełnianiem wielu błędów, a nawet potrafi ocalić nasz autorytet.

Często młodzież dostrzega naszą nauczycielską, czasem ukrywaną bezradność wobec zmieniającej się rzeczywistości. Widzi to, że nie radzimy sobie i używamy nieskutecznych narzędzi, namawiając np. do wyścigu szczurów. To na dłuższą metę niszczy i autorytet i relacje. Konieczność osiągnięcia lepszego wyniku powoduje utratę zaufania, sympatii, przyjaźni – płacimy zarówno my jak i młodzież bardzo wysoką cenę. Ewa Wilk w Polityce nr 21 z maja 2015 w artykule Wirus egoizmu pisze: „Dziś uczeń dostaje jasny sygnał społeczny: im inni będą gorsi od ciebie, tym ty zajdziesz wyżej. To hoduje skrajny indywidualizm”. Motywatorem staje się rywalizacja z kolegami, rówieśnikami, odmawianie pomocy, w efekcie osłabianie relacji. W efekcie działanie anty rozwojowe i anty motywacyjne.

Młodzieży potrzebna jest uwaga i cierpliwość połączona z wymaganiami sformułowanymi na miarę, tak by były osiągalne i niezbyt łatwe. Każde osiągnięcie, każdy najmniejszy krok do przodu należy zauważyć i nazwać dobrym słowem.

  

Zdzisław Hofman – Fundacja Rozwoju Wolontariatu

czwartek, 13 sierpnia 2015

“Słowo dzieli. Taniec jest złączeniem. Złączeniem człowieka z jego losem. Złączeniem jednostki z kosmiczną rzeczywistością. (...) Taniec rodzi się z potrzeby powiedzenia niewypowiedzianego, poznania nieznanego, bycia w kontakcie z innymi”.

Maurice Bejart

Dołączam się do dyskusji na temat roli działań artystycznych w edukacji. Ograniczenie takich aktywności jak muzyka i plastyka powodują niepowetowane straty dla całych roczników - absolwentów szkół. Przedmioty artystyczne dla każdego ucznia pełnią funkcję formacyjną, często tak ważną jak matematyka czy język ojczysty. Chciałbym w tym materiale zwrócić szczególną uwagę na taniec, jako syntezę muzyki, ruchu i działań grupowych. Materiał ten także wynika z mojego dorobku edukatorskiego, od 25 lat w szkoleniach dla nauczycieli stosuję z ogromnym powodzeniem taniec integracyjny jako narzędzie np. budowania wspólnoty.

Człowiek od zarania dziejów w tańcu wyrażał swoje uczucia i doświadczenia, taniec towarzyszył ważnym wydarzeniom życia. Ludzkie ciało poprzez taniec przeobraża się w czuły – naturalny „instrument” wyrazu artystycznego, dla wypowiedzi tego co trudne do przekazania słowem.

Taniec był i jest także dla wielu formą życia duchowego – modlitwą skierowaną ku Bogu, czy ku bogom, w różnych religiach. Wszechstronność tańca jest często trudna do zdefiniowana, choć najprościej można by określić, że jest to zjawisko przestrzenno-ruchowe, zespolone z muzyką, gdzie tancerz ze swoją żywiołowością, emocjonalnością, ale i kunsztem, czasem improwizacją „opowiada” historię życia. Tak rozpoczęła się historia dramatu scenicznego w życiu teatru. Taniec ze swą dramaturgię uczy przeżywać emocje, uczy budować więzi grupowe i pomaga realizować kontakty, te najbliższe. Przyczynia się do tworzenia wspólnoty.

Taniec to zabawa, czynny wypoczynek. Spełniał i spełnia rolę środka usprawniającego ludzką motorykę, wpływając na rozwój sprawności fizycznej, staje się sposobem kształtowania precyzji ruchowej, gracji – pięknego ruchu. W tańcu relaksujemy się, odpoczywamy – regenerujemy siły i tworzymy wokół siebie pozytywną energię.

Taniec w naszej polskiej, często bolesnej historii był ważnym ogniwem kształtowania tożsamości i tradycji. Dla Polaków nie mających Ojczyzny czymże był Polonez czy Mazur? Spójrzmy na strony „Pana Tadeusza”… Czy możemy sobie wyobrazić nasze narodowe tradycje bez tańca, nie tylko słuchanego w chopinowskich nutach, ale tańczonego żywiołowo i „z przytupem”. Świętowanie, obrzędowość, kultywowanie obyczajów i uroczysta ceremonia to także wymiary naszych tańców, które w niezwykły sposób stawały się i stają oderwaniem od zwyczajnych codziennych zajęć.

Taniec ze współczesnej perspektywy psychologicznej – staje się ważną możliwością realizacji podstawowych potrzeb człowieka: ruchu, więzi, bliskości, bezpieczeństwa, tworzenia itp. I w rezultacie można powiedzieć, że bogactwo tańca daje ogromne, niewykorzystane w pełni nadal, możliwości realizacji celów pedagogicznych: edukacyjnych i wychowawczych. Wszak w ruchu uczymy się szybciej a co dopiero w tańcu…

Ogromne korzyści, jakie płyną z uczestnictwa w tańcu integracyjnym, można by streścić następująco:

  • taniec pozwala kształcić świadomość własnego ciała,
  • wzmaga koordynację wzrokowo-ruchową,
  • usprawnia całe ciało, wpływa harmonijnie na jego rozwój,
  • ma znaczący wpływ na lateralizację,
  • wzmaga poczucie rytmu i uwrażliwia na muzykę, wpływa na ogólne umuzykalnienie,
  • poprzez taniec uświadamiamy sobie istnienie przestrzeni, w której jesteśmy obecni;
    poruszając się, kształcimy swoją orientację ruchową,
  • taniec uczy dzielenia przestrzeni z innymi ludźmi, nawiązywania z nimi bliskiego kontaktu. Tańce, w których występują częste, spontaniczne zmiany partnerów, pozwalają „odkrywać” ciągle nowe osoby w bliskim kontakcie,
  • dzielenie przestrzeni i „tajemnica spotkania” stają się źródłem współprzeżywania – „współbrzmienia”,
  • budzenie zaufania i współpracy daje możliwość odczucia, czym jest wspólnota. To zaś może stać się źródłem przeżywania zadowolenia. Taniec przyczynia się do budowania wspólnoty grupowej.

Dawid Goleman, autor książki “Inteligencja emocjonalna” podał taką definicję:

„Taniec to harmonia ruchów i transmisja emocji”.[1]

Prowadząc działania z zastosowaniem tańców integracyjnych, warto pamiętać:

  • uczestniczenie w zajęciach jest dobrowolne; nie zmuszaj, przyjaźnie zachęcaj,
  • staraj się o bliski, indywidualny kontakt z każdym uczestnikiem,
  • zajęcia powinny być przyjemne,
  • jako prowadzący w miarę możliwości bierz udział we wszystkich działaniach,
  • zauważaj i stymuluj aktywność, daj szansę na samodzielność, spontaniczność
    i twórczość,
  • miej poczucie humoru,
  • nie krytykuj, nie oceniaj,
  • chwal nie za efekty, ale za starania i wysiłek,
  • unikaj sytuacji, w których pojawia się rywalizacja czy choćby porównanie,
  • stopniuj trudności zarówno w tańcu, jak i wielości kontaktów z innymi
    ( zmiana partnerów),
  • przeplataj tańce dynamiczne relaksacyjnymi,
  • miej zawsze na uwadze samopoczucie uczestników, proś o informacje zwrotne,
  • ucz zarówno wiary w posiadaną przez uczestnika siłę, jak i delikatność – wrażliwość,
  • pamiętaj o poczuciu bezpieczeństwa i wsparciu,
  • na zakończenie działań proponuj zabawy wyciszające.

Niebagatelną funkcją tańca jest także to, że wzmaga on poczucie tożsamości kulturowej, pozwala poznać motywy taneczne – perełki polskiej kultury ludowej, a także polubić elementy tańców innych narodów. Tańce integracyjne, oparte na motywach kultury ludowej, tańczyć może każdy, pozwalają lepiej rozumieć znaczenie tego, czym jest tożsamość i różnorodność kulturowa. Taniec jest nie tylko uniwersalnym językiem komunikacji między ludźmi, ale także nośnikiem wartości piękna. Jest różnorodną formą rozrywki: ciekawej, niebanalnej i rozwijającej. W dobie wszechobecnej hałaśliwej dyskoteki tańce integracyjne zapewne pomagają „łagodzić obyczaje”. Warto korzystać z propozycji tańców integracyjnych, traktując je jako skuteczny środek wspomagania procesów edukacji, wychowania, terapii, animacji kulturalnej i rozrywki. Czerpmy, zatem jak najwięcej ciepła, płynącego ze wspólnego tańczenia w grupie oraz zauważajmy korzyści edukacyjne i rozwojowe. To co czynimy tradycyjnymi metodami, tańcem można uzyskać sprawniej i przyjemniej.

 

p.s. Moje źródło zasobów tanecznych pochodzi ze Stowarzyszenia KLANZA

 

[1] Goleman D., Inteligencja emocjonalna, Media Rodzina of Poznań, Poznań 1997

 

Zdzisław Hofman - Fundacja Rozwoju Wolontariatu

13:54, zdzislawhofman
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 04 sierpnia 2015

Czy wystarczy współcześnie proste myślenie „słabszym trzeba pomagać”? Czy raczej trzeba o wolontariacie myśleć w sposób pragmatyczny? Jak wolontariat może wpłynąć na zmianę naszego myślenia o wspólnocie, odpowiedzialności i wzajemnej solidarności? Jak wpływa na nasze samodzielne wychowywanie się i stawanie bardziej dojrzałymi ludźmi?

Proste pomaganie ma też wiele niekorzystnych skutków – sprzyja poczuciu: już więcej nie muszę starać się, dbać, pomagać. Kiedy wrzucę parę groszy do puszki najczęściej moje poczucie satysfakcji wzrasta i w efekcie zwalnia z dalszego myślenia i działania na rzecz rozwiązywania problemów.

Nie da się pomóc wszystkim. Zdecydowanie lepiej można wesprzeć potrzebujących uczestnicząc w systemie lub tworząc system pomagania, określając cele i strategię działania na rzecz rozwiązania ważnych problemów, które doskwierają ludziom. Nie ograniczając swojej pomocy jedynie do wrzucenia pieniędzy, raz w roku do puszki.

Wolontariat kompetencyjny „nie daje ryb”, które zostają szybko skonsumowane, „daje wędki”, uczy jak rozwiązywać problemy samodzielnie, nie wyręcza. Tworzy sytuację pewnej transakcji. „My dajemy Ci naszą najcenniejszą wiedzę i umiejętności a Ty oddajesz nam zaciągnięty kredyt w postaci zmiany, której dokonujesz w swoim życiu, w swoim środowisku”.  

Współczesna Polska, czasem nieporadna w swej wolności, stawia na indywidualizm, osłabienie więzi i maksymalizację zysków ekonomicznych, także tych osobistych. Chcemy dużo mieć i stajemy się niestety „tym co mamy”, a nie tym czym się dzielimy z innymi. Trochę zaczyna już wielu świadomym swojej roli Polakom dokuczać ten skoncentrowany na posiadaniu dóbr i konsumpcji stan. Zwłaszcza, że tak funkcjonujące społeczeństwo automatycznie uczy wykluczania tych mało zaradnych, niesamodzielnych, mało drapieżnych w wyścigu po profity. Dodatkowo media i liderzy opinii często podkreślają, że ci wykluczeni są sami sobie winni i prezentują ich jako przestrogą dla tych ludzi sukcesu, którzy ustaną w wyścigu, zagapią się czy źle zainwestują swoje zasoby. Rywalizacja rządzi, czy jeszcze długo? Wyższe standardy materialnego życia, ale jakim kosztem? Czy warto?

Ci, którzy podejmują się pracy wolontariusza, nawet w małym wymiarze godzin, jednak systematycznie, potrafią zmienić perspektywę, potrafią przewartościować swoje cele i nadać im inną rangę. Wyścig wypala, „pomaganie wzmacnia”. Dzieląc się z innymi można czerpać ożywczą radość, robić coś niezwykle „egoistycznego” – poprawiać swój osobisty wizerunek, we własnych oczach.

Systematycznie działający wolontariusz zmienia swoje postrzeganie rzeczywistości, zaczyna dostrzegać innych, słabszych, potrzebujących. Świat już nie jest taki jak widać go z XIX piętra korporacyjnego drapacza chmur, czy z rozkładówki czasopisma dla młodych, zdrowych, pięknych i bogatych. Widzimy szerzej i głębiej, zaczynamy rozumieć czym jest dobro wspólne, inspiracja rozwojowa, dzielenie się wiedzą i doświadczeniem, że nie tylko wyścig się liczy, że warto czasem zwolnić by dostrzec rzeczy małe a często ważne.

Szczególną rolę ma wolontariat, który skrótowa nazywamy kompetencyjnym. Nie daje on pieniędzy do puszki, „plasterków” na życiowe zranienia, czy jedynie wsparcia emocjonalnego. Daje coś znacznie bardziej cennego i wymiernego. Pozwala skorzystać z czyjeś wiedzy, informacji a nawet mądrości w dziedzinie, często trudno dostępnej. Bogata wiedza jest kapitałem dającym udział w wartościowym życiu, pomaga rozumieć i dostosowywać się do zmieniającej się rzeczywistości.

Szczególne znaczenie zyskuje ten typ wolontariatu wśród dzieci, uczniów i studentów, którzy z jakiś nieznanych szerzej przyczyn zostali odizolowani od mądrości i refleksyjności – samodzielności w myśleniu. System edukacji preferuje dystrybucję informacji weryfikowanej przez egzaminy zewnętrzne, informacji powielanej, odtwórczej połączonej z podstawowymi tzw. kluczowymi umiejętnościami. Wszak nie trzeba wielkiej mądrości by pracować przy „montażu” i w nieskomplikowanych usługach. Można to robić bezrefleksyjnie, zgodnie z instrukcją tak jak wypełnia się testy.

Życie bogate w konsumpcję a ubogie w refleksję, to styl preferowany przez liderów współczesnej ekonomii. My wolontariusze wiedzy i kompetencji sprzeciwiamy się takiemu pojmowaniu rzeczywistości, nie zgadzamy się na takie zubażanie kapitału intelektualnego, dzielimy się wiedzą, doświadczeniem i uczymy refleksyjności.

Zdzisław Hofman - Fundacja Rozwoju Wolontariatu

 

13:55, zdzislawhofman
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 28 lipca 2015

W nawiązaniu do wpisu na blogu redaktora Jacka Żakowskiego z dnia 28 lipca 2015 roku pod tytułem "Zachód się zwija" pozwalam sobie napisać komentarz.

Redaktor Żakowski potwierdza po raz kolejny starą, trochę już ograną prawdę Jana Zamoyskiego „Takie będą Rzeczypospolite, jakie ich młodzieży chowanie… Nadto przekonany jestem, że tylko edukacja publiczna zgodnych i dobrych robi obywateli”. Dobrostan osób i grup (nie tylko zarobki) biorą się z dobrej edukacji.

Jeden z kluczowych ekspertów pedagogicznych powiedział mi kiedyś tak: „Szkoła już nie jest od wszystkiego, od wychowania czy profilaktyki. Szkoła weszła w „kulturę audytu”. Mamy w Polsce już efekty „wykształconych” w kulturze „polskiego audytu” absolwentów: mało aktywnych, często roszczeniowych, o wybiórczej, słabo uwewnętrznionej wiedzy. Czy można przez „szkołę audytu” opierającej się na braku zaufania, wszechobecnych narzędziach kontrolnych, roli nauczyciela zminimalizowanej do „narzędzia transferowego wiedzy”, wręcz uprzedmiotowionej, trafić na „świt innowacyjnego społeczeństwa”? Szkołą nie powinna zarządzać ani polityka, ani ekonomia z adaptacją biznesowych standardów maksymalizacji efektywności tylko nauki pedagogiczne (psychologia, socjologia) – niezbędny jest nam powrót do etosu humanistycznych wartości wiedzy i doświadczenia.

Za panią profesor Anną Brzezińską można powiedzieć – dobra szkoła to taka, która rozwija u uczniów ciekawość świata, twórcze podejście do rzeczywistości, umiejętność współpracy i zaufanie. W tych czterech hasłach zawiera się strategia ku naprawie i nowoczesności.

To co relacjonują autorzy dokumentów filmowych Erwin Wagenhofer - Alfabet i Beeban Kidron W (nie)realu zasmuca i niemal przeraża w jakim kierunku prowadzone są nasze dzieci przez obowiązkowy system edukacji w Europie i np. w Chinach. Podobnie jak raport z 2012 roku z polskiego projektu społecznego Szkoła bez przemocy gdzie czytamy miedzy innymi: w szkołach ponadgimnazjalnych na lekcjach nudzi się ponad 60%, a do szkoły lubi chodzić tylko 30% uczniów. Czy w tej „traconej” grupie nie ma czasem potencjalnych liderów innowacji?

W ramach zaproponowanego przez red. Jacka Żakowskiego procesu uwalniania pomysłów, entuzjazmu i odwagi chcę się podzielić kilkoma realizowanymi już od 10-lat przez nas (Fundację Rozwoju Wolontariatu) pomysłami. Jedyną skuteczną drogą realizacji pozytywnej zmiany edukacyjnej jest powrót do kluczowej i pierwszoplanowej pozycji nauczyciela. Przywrócenie jego autorytetu i mistrzowskiej roli, lidera, który umie przewodzić grupom uczniów i rodziców, potrafi wzbudzić ciekawość, zafascynować i odkrywać naturalne zasoby uczniów (bo przecież każdy je ma).

Zanim system edukacji w ten sposób zacznie przygotowywać nauczycieli my tak właśnie przygotowujemy i wysyłamy do szkół wolontariuszy – studentów, w myśl zasady, że każde dziecko zasługuje na mistrza. Nadając studentom rangę przewodników po świecie wiedzy i doświadczenia. Jako starsi nieco koledzy zachęcają własnym przykładem do nauki, do poszukiwań, do podejmowania ryzyka. Takich młodych edukatorów w naszej bazie jest już ok 10 tys. osób, to oczywiście kropla w morzu potrzeb, ale na miarę naszych możliwości, tak jak wielu liderów oświatowych w Polsce staramy się bardzo o uspołecznienie powszechnej, publicznej szkoły.

Szerzej: uważamy, że szeroko rozumiany wolontariat wiedzy i kompetencji zmienia myślenie tych, którzy wchodzą na tę drogę aktywności ale również tych, najmłodszych, którzy z niego korzystają. Młodziutka 6-letnia uczestniczka programu edukacyjnego w małej wiosce powiedziała nam: Już nie chcę być fryzjerką, będą pracowała na uniwersytecie i zajmę się fizyką.

Wolontariat wiedzy i kompetencji to także szczepionka przeciw typowo polskim chorobom: kulturze folwarcznej, skrajnemu indywidualizmowi, familizmowi, czy zamiłowaniu do przywilejów. Nasi wolontariusze potrafią docenić pracę zespołową, rozumieją różnice miedzy „bossem a liderem”. Niektórzy trafiają na staże do typowo innowacyjnych światowych organizacji takich jak Boeing, Westinghouse czy Citybank i co ciekawe, w trakcie rekrutacji nie są pytani o wiedzę uniwersytecką tylko o umiejętności zarzadzania projektem, kierowania zespołem, komunikacji i rozwiazywania problemów. Bardzo często opowiadają o swoich pracach z dziećmi i to przekonuje komisję rekrutacyjną. Takie unikatowe kompetencje, rozwijają poprzez przygotowywanie i realizowanie działań edukacyjnych, realizowanych w szkołach z dziećmi, którym często brakuje pozytywnych wzorców osobowych. Uczniom do rozwoju brakuje mistrzów.

Chętnie opowiem o naszych 10-letnich doświadczeniach, podzielę się doświadczeniem i wiedzą zgromadzoną na polu edukacji „mniej formalnej”

 

Zdzisław Hofman, Fundacja Rozwoju Wolontariatu

e-mail: z.hofman@projektor.org.pl

16:53, zdzislawhofman
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 23 czerwca 2015

W Polsce panują tendencje aby faworyzować i wzmacniać jednych a przez to ograniczać i częściowo wykluczać innych. Przychodzą lepsze czasy dla młodych, a gorsze dla starych lub odwrotnie. Nie mamy jeszcze takich przestrzeni aby korzystać w najlepszej wierze ze wzajemnych zasobów i doświadczeń, żeby najmodniejszy był dialog i współpraca.

Kiedykolwiek jakaś grupa zaczyna realizować tylko swoje własne interesy, nie dbając o potrzeby i oczekiwania innych grup, zaczyna się kryzys. Nasze „nierozważne” media lansują nieustannie modę na młodość, zdrowie, urodę i sukces, przyczyniając się do rozwoju gerontofobii i ageizmu (lęk przed starością i wykluczanie ze względu na wiek). Jak pisze prof. W. Łukaszewski, starość przestała być przedmiotem dumy, źródłem dodatkowej godności człowieka a stała się powodem zawstydzenia i źródłem poczucia zagrożenia. Zagrożenie to redukuje się w rozmaity sposób, a zawstydzenie znajduje ujście w rozlicznych, bezsensownych eufemizmach. Dziś już prawie nikt nie ma odwagi, aby o kimś powiedzieć „On jest człowiekiem starym”. Za to nagminne są takie kwieciste zwroty jak: „trzeci wiek” itp., które ukrywają istotę rzeczy.

A jak jest w środowisku polskich polityków? Jaka grupa wiekowa dominuje? Jak czują się młodzi ludzie o aktywnym politycznym temperamencie, otoczeni i ograniczani przez osoby 50+? Ostatnie próby odmłodzenia polskiej klasy politycznej oczywiście spełzną na niczym, bo nie o wiek tu chodzi a o kompetencje, realizowane wartości i postawy.

Od lat także mówi się o konflikcie pokoleń na rynku pracy. Spłycając problem i definiując go w sposób instrumentalny i najprostszy, żeby nie powiedzieć prostacki. Stary pracownik jest drogi, niewydajny, słabo podatny na zmiany, nie chce się uczyć, zajmuje miejsce i ogranicza dostęp młodym. Młody pracownik to osoba źle przygotowana do pracy, ale tańsza w utrzymaniu i łatwiejsza do zwolnienia, zgodzi się pracować dużo i długo. Tego typu klasyfikacje pojawiają się zawsze gdy zaczyna dominować myślenie instrumentalne, tylko w kategoriach ekonomicznych - praca to towar, który trzeba kupić najtaniej. Kultura naszego życia społecznego determinuje postawy i zachowania pracodawców.

A przecież rozwój naszej cywilizacji opierał się na współpracy, międzypokoleniowej wymianie. Autorytet starych ludzi i energia młodych dawały społeczną siłę, stabilność i efekty zmian. Młodzi zawsze uczyli się od swoich mistrzów przez naśladownictwo postaw i zachowań. Wiedza zwykle dezaktualizowała się, postawy, realizowane wartości i umiejętności społeczne są ponadczasowe. Jak wielu wybitnych współczesnych luminarzy nauki czy ludzi sztuki mówi o sobie: „jestem uczniem Iksińskiego”, „moją mistrzynią była Igrekowska”, podkreślając w ten sposób osobistą tożsamość, potrzebę przynależności i związku z najwyższymi autorytetami. Wszystkim nam jest  potrzebna ciągłość, w rodzinie, w miejscu pracy, w grupach, w których spotykamy się najczęściej, taka ważna skłonność do bycia mocno powiązanym ze światem uniwersalnych wartości, tradycji i kultury.

Pogoń za zyskiem to już nie jedyny wyznacznik wartości i efektywności biznesowej. Coraz mocniej w wielu przedsięwzięciach zaczynają się liczyć inne elementy rozwoju. Nie tylko ekonomia, ale społeczna odpowiedzialność, dbałość o rozwój pracowników. To także daje w dłuższym okresie korzyści właścicielowi.

Seniorzy w pracy to znak dbałości i poszanowania wartości przez pracodawców, ogromne znaczenie wtedy zyskuje współpraca i dialog młodych ze starszymi. Stwarza to twórcze, inspirujące napięcie pomiędzy przeszłością a przyszłością, łączy błysk nowości z urokiem przemijalności. Jedna z podstawowych zasad innowacyjności mówi „bazuj na tym co już było, spójrz na to z innej perspektywy”, rozwojowe powroty do przeszłości nie są możliwe bez twórczej obecności osób starszych.

Realna współpraca pokoleń́, powinna uwzględniać atuty przedstawicieli każdej generacji, ich wykorzystanie dla tych samych celów i wyzwań́ prawdopodobnie okaże się̨ najbardziej twórcze i trwałe. Pełne zdobycie kompetencji, właściwego interpretowania rzeczywistości, rozumienia siebie i innych, nie jest możliwe bez spotkań międzygeneracyjnych. Seniorzy to także my tylko trochę później.

Dialog to nieodzowne narzędzie do wzajemnego poznania się, akceptowania różnic, które są oczywiste i nieodzowne, a przede wszystkim do rozwiązywania pojawiających się w kontaktach międzypokoleniowych problemów.  Dialog jest komunikacją – rozmową, bez pokonanych i zwycięzców, proponuje kompromis zadowalający obie strony. Za pierwszy warunek dialogu rzeczywistego należy uznać wzajemne podmiotowe traktowanie, zaakceptowanie przez młodego człowieka osoby starszej jako pełnoprawnej i pełnowartościowej i odwrotnie.

Pełna współpraca międzypokoleniowa nie jest możliwa bez wykorzystanie potencjału osób starszych, warto przypomnieć jak wielkie bogactwo stanowi:

  • mądrość życiowa, wynikająca z wiedzy zdobytej oraz nabytych kompetencji. Trzeba się nią dzielić i dokumentować, bez pouczania, ostrożnie by nie urazić. Osobiste zasoby starych ludzi są wyznaczone przez odpowiedzialność, opiekuńczość, rozwagę, równowagę emocjonalną i empatię;
  • potencjał społeczny - relacyjny, umiejętność budowania więzi społecznych, uzdrawianie relacji z otoczeniem, zaangażowanie w działalność na rzecz innych;
  • potencjał dotyczący życia rodzinnego, wzmacnianie więzi pielęgnowanie
    i przekazywanie tradycji rodzinnych. Służenie innym w rodzinie pomocą
    i modelowanie zachowań;
  • potencjał psychologiczny, rozwinięte i utrwalone cechy osobiste skłaniające do wykorzystywania ich na co dzień w relacjach z innymi. Może to dotyczyć optymizmu, wiary we własne możliwości, nadziei, elastyczności, cierpliwości. Cechy te wynikają z doświadczeń zmagania się z przeciwnościami losu, wypróbowanych scenariuszy zachowań;
  • potencjał przekazu kulturowego, dotyczy on pamięci historycznej i patriotycznej: miasta, regionu, kraju. To również wiedza, umożliwiająca uczenie się z biografii własnej i cudzej.
  • potencjał, jako mistrzostwo w wykonywaniu zawodu, praca to sens i cel, wykonywana w sposób profesjonalny, z pełnym zaangażowaniem rozwija mistrzostwo, które widoczne jest często na pierwszy rzut oka. 

Niepokoi mnie myśl, że wiele starszych osób nie zdaje sobie sprawy jak bardzo powyższe zasoby są ważne i potrzebne młodym ludziom. Jak bardzo świat potrzebuje kompetencji, często unikatowych a dla seniorów naturalnych. 

Garść moich osobistych doświadczeń ze spotkań z seniorami.

  • Wizyta lekarska. Wchodzę do nieznanego gabinetu żeby szybko uzyskać poradę, wybieram lekarza, który aktualnie ma czas i może mnie przyjąć „z ulicy”. Wchodzę i widzę za biurkiem panią, która „na oko ma ponad 80 lat”. Z humorem i „błyskiem w oku”, fachowo i niezwykle uprzejmie rozwiązała mój problem. Pomyślałem: „pracuje bo lubi, pewnie nie musi”. A najważniejsze w końcu jest zawodowe doświadczenie. Równie ważna jak fachowa porada lekarska była też dla mnie dawka optymizmu i humoru.
  • W sklepach w Anglii pracuje bardzo dużo starych ludzi, nie widać na ich twarzach wyzysku, wręcz przeciwnie, uśmiech i uprzejmość. Zagadują, z każdym klientem zamienią kilka miłych słów. Pracują w elastycznym systemie czasu. Mają poczucie, że są potrzebni i służą innym. Praca przecież nie jest za karę, jak wydaje się wielu obrońcom możliwie najniższego wieku emerytalnego w Polsce.
  • Wchodzę do  Muzeum Kennedy’ego w Bostonie, na mój widok zrywa się z krzesła pan w wieku ponad 80 lat i z energią w głosie zaprasza, zapewniając mnie że z przyjemnością oprowadzi mnie po ekspozycji. Jest wolontariuszem, czuje się ważny i potrzebny. Pokazuje co jest jego pasją.

Uczymy się wzajemnie od siebie, głównie tym co prezentujemy sobą w działaniu, zachowaniem, postawą, stosunkiem do drugiego człowieka a nie tym co deklarujemy w sposób werbalny. Autentyzm i entuzjazm są zaraźliwe.

Wiedza i doświadczenia seniorów mogą stać się inspiracją do odpowiedzi na pytania nurtujące większość ludzi, szczególnie młodych: Jak żyć szczęśliwie? Co jest w życiu najważniejsze? itp. Jak godzić życie rodzinne z życiem zawodowym. Jesteśmy sobie bardzo potrzebni.  

Zdzisław Hofman, Fundacja Rozwoju Wolontariatu

 

W artykule wykorzystałem klasyfikację kompetencji seniorów z pracy: Wnuk W., Potencjał osób starszych, „Kurier UTW w Uniwersytecie Wrocławskim”, nr 21, 2012.

 

 

v

17:45, zdzislawhofman
Link Dodaj komentarz »
środa, 21 stycznia 2015

Nasz mózg uczy się stale przez całe życie. Szczególnie „lubi” zabawę i sen, wtedy jego aktywność jest najbardziej rozwojowo skuteczna. Mózg to narząd, który nie odpoczywa, jest aktywny w życiu prenatalnym – uczy się nieustannie aż do śmierci.

Aktywność ruchowa jest naturalnym zjawiskiem dla naszego układu nerwowego. Za to, że tak chętnie obserwujemy ludzi w ruchu – uprawiających sport „winne” są neurony lustrzane, czyli grupy komórek uaktywniające się w mózgu podczas wykonywania pewnej czynności lub tylko obserwowania jej. Działanie neuronów lustrzanych wyjaśnia jak ważnym procesem jest uczenie się przez modelowanie. Nasi najskuteczniejsi nauczyciele uczyli nas nie tym co do nas mówili tylko jacy dla nas byli, jaki tworzyli w naszych mózgach „model” zachowań.

Mózg uczy się zarówno gdy jesteśmy zaciekawieni, rozbudzeni, mile podekscytowani ale i wtedy gdy jesteśmy zestresowani, przestraszeni, zalęknieni. Ważne nowości słyszymy raz i od razu zapamiętujemy – co robiłeś/aś 11.09.2001 roku? Silny stres jednak powoduje, że nasze doświadczenia są przykre i bolesne.

Zespół naukowców dowiódł, że w mózgach osób żonglujących przez trzy miesiące nastąpił przyrost tkanki mózgowej w obszarach odpowiedzialnych za przetwarzanie i magazynowanie informacji. Dlatego właśnie żonglerka znajduje zastosowanie w terapiach z dziećmi mającymi problemy z dysleksją lub skupieniem się na lekcjach.

Każdy z nas umie założyć buty ale kiedy poprosimy o przekazanie pełnej, szczegółowej instrukcji zakładania butów w sensie czysto teoretycznym staje się to problemem. Wyraźnie trzeba powiedzieć, że mamy znacznie większą skłonność do tego aby umieć, niż do tego aby wiedzieć. Wiedza szybko nam ulatuje, ale umiejętności są trwałe. Uczymy się poprzez częste, systematyczne powtarzanie poznanych umiejętności. Czynność przećwiczona tylko raz nie utrwala się. „Powiedz mi a zapomnę, pokaż a zapamiętam, pozwól wziąć udział a zrozumiem”

Gdy dostarczamy w przemyślany sposób odpowiednie ćwiczenia, uczniowskie mózgi  same opracują reguły, pomagając dzieciom  i dorosłym rozumieć świat. Nie zaczynajmy od reguł i definicji a od przykładów. Współczesny człowiek bardziej potrzebuje sprawnych metod i procesów uczenia się niż samych reguł, wiedzy, treści i szczegółów. Tych, których uczymy dziś nie wiemy co spotka za 20 lat. To w jaki sposób wyćwiczą przy naszym udziale swoje umysły, będzie decydowało o jakości ich życia w przyszłości. A żyć mają długo, szczęśliwie i pracowicie.

 

Zdzisław Hofman, Fundacja Rozwoju Wolontariatu

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5

Zdzisław Hofman

Społecznik, pedagog, trener, wolontariusz. Całe życie zawodowe związany z edukacją, poprzez pracę w szkole, a także w Stowarzyszeniu KLANZA, jako jego współtwórca i wieloletni prezes.

Licencjonowany trener Polskiego Towarzystwa Psychologicznego. Tutor w programie Liderzy PAFW i współpracownik Stowarzyszenia Szkoła Liderów. Współautor książek o tematyce pedagogicznej: „Metoda KLANZY w teorii i praktyce” oraz „Chopinowskie inspiracje muzyczne”.

Obecnie jestem prezesem Fundacji Rozwoju Wolontariatu, w ramach której funkcjonuje Program PROJEKTOR – wolontariat studencki. Naszym sukcesem jest m.in.: projekt „Nowoczesny Patriotyzm”, w ramach którego Ministrowie z Kancelarii Prezydenta RP – jako Honorowi Wolontariusze – promowali wśród dzieci i młodzieży aktywną postawę obywatelską.

Oprócz pracy w Fundacji moim ulubionym zajęciem jest prowadzenie treningów i warsztatów edukacyjnych. Wykorzystuje w swojej pracy pasję do muzyki, tańca i szeroko rozumianej arteterapii a także zamiłowanie do podróży tych bliskich i bardzo dalekich.

Rodzinnie – żona Krystyna, dorosłe i mądre dzieci Kinga, Jakub i Wojciech, fantastyczne wnuki Szymon i Franek.
„Nie takie ważne, żeby człowiek dużo wiedział, ale żeby dobrze wiedział, nie żeby umiał na pamięć, a żeby rozumiał, nie żeby go wszystko troszkę obchodziło, a żeby go coś naprawdę zajmowało” - Janusz Korczak